Strefa myśli

baner felietony

Felietony

Chcemy postrzegać świat i dzielić się tym, o czym wszyscy mówią albo tym, co osobiście staje się doświadczeniem naszego życia. Zawsze jednak przeglądając doczesność w wieczności.

Za plecami Chrystusa

Autor: ks. Andrzej Przybylski
Data publikacji: 02 Marzec 2015

Dopiero w niebie zobaczę twarz Jezusa. Na ziemi mam chodzić za Chrystusem, a to znaczy, że tuż za Jego plecami. Nic więc dziwnego, że nie widzę Boga. Żeby Go zobaczyć, musiałbym Go wyprzedzić, a to nie jest możliwe dla człowieka. Chodzenie tuż za plecami Boga zmusza mnie do zaufania, do nieustanne wsłuchiwania się w Jego słowa, do totalnego przyzwolenia na to, aby On mnie prowadził. Tylko od czasu do czasu zdarza się, że Bóg się zatrzyma, odwróci się w moją stronę i spojrzy z miłością. Te spojrzenia to najcudowniejsze chwile życia na ziemi. Czekam na nie długie godziny trwając na modlitwie.

Dla kierowcy czymś naturalnym jest przyglądanie się tabliczkom rejestracyjnym napotykanych samochodów. W miarę oddalania się od polskiej granicy Wiele z moich modlitw przypomina jałowe chwile, w których nie ma żadnych odczuć, doświadczeń Boga - jest tylko trwanie i oczekiwanie na błysk łaski. Św. Teresa nazywała je Bożymi smakami, które przychodzą nie wiadomo kiedy, trwają ułamek sekundy. Różnią się one od pociech, które są zawsze owocem naszych ludzkich sukcesów i osiągnięć. Spojrzenia Boże są kompletnie nieprzewidywalne. Czasem mam wręcz sterylne warunki do modlitwy, ciszę, tabernakulum, nastrój, wolną chwilę - a Bóg się nie odwraca, wciąż widzę tylko jego plecy, jakąś ciemną, bezkształtną ścianę bez żadnego promieniowania boskością.

Innym razem przyklękam na chwilę, w przerwie między masą pilnych spraw i czuję na sobie spojrzenie Boga, Jego miłość, ciepło Jego obecności, światło i szept Jego słowa. Idę za Jezusem i nie mogę Go wyprzedzić, bo Jego miejsce jest zawsze na początku. Gdybym spróbował być pierwszy niż Bóg, straciłbym natychmiast kierunek drogi. Nie warto wyprzedzać Boga. Nawet w najlepszym odruchu serca nie opłaca się człowiekowi być przed Bogiem. Tylko diabeł w swojej pysze chce być pierwszy. Kiedy Piotr próbował wyprzedzać Jezusa, natychmiast usłyszał: “zejdź mi z oczu szatanie!” Na naszych drogach ku świętości zdarzają się takie pokusy, takie zniechęcenie plecami Boga.

Chciałoby się już wszystko o Nim wiedzieć, rozpoznawać szczegóły Jego twarzy, chciałoby się być najlepiej zorientowanym w Bożych sprawach. Właśnie z takiego pragnienia rodzi się wyprzedzanie Boga. Wtedy mówię dużo o modlitwie choć się już nie modlę; dużo mówię o miłości, choć już mało kocham; udaję proroka choć nie słucham już Boga; wypędzam złe duchy ale już z przekonaniem, że to moja zasługa a nie Pana; widzę światło ale z tyłu - bo Boga chciałbym mieć za sobą. Bóg nie chce chodzić za mną. Prosił mnie nie jeden raz, żebym to ja poszedł za Nim. Pewnie dużo jest w moim kapłaństwie takich momentów kiedy wyprzedzam Boga. Wystarczy bym zobaczył ile razy pytam się Boga o zdanie, ile razy modlę się przed moją akcją duszpasterską, przed kazaniem, przed katechezą, przed rekolekcjami a ile razy wydaje mi się, że przecież sobie poradzę, że przecież już najlepiej wiem jakich chwytów użyć, jakie przykłady opowiedzieć, jaką część kościoła wyremontować. Tymczasem Duch chce wciąż mówić do swojego Kościoła i swoich kapłanów, chce prowadzić swój Kościół jak dobry Pasterz prowadzi owce na swoje pastwiska. Jezus nie chce się wlec za mną, bo mimo dobrych chęci nie znam właściwego kierunku drogi.

Chcę więc chodzić za Jezusem, choćbym tylko widział Jego plecy. Nie chcę Go wyprzedzać, bo ufam Mu bezgranicznie i wiem, że jedynie On zna drogę do nieba. I chodząc tak pokornie tuż za plecami Chrystusa, pytając się Go o każdy krok mojego życia, doświadczam od czasu do czasu Jego olśniewającego spojrzenia, które jest jak “oczko” puszczone do człowieka z potwierdzeniem, że wybrałem najlepszy kierunek.

Kontakt

Administrator strony

Joanna Roczyńska
kaplani@kaplani.com.pl